| Autor Andrzej Tetlak,
Opublikowano 03-09-2009 12:48
|
Odsłony : 688  |
Polecane : 58 |
Opublikowane w : Artykuły, Lecz się sam! |
Widzisz ten obrazek obok? Ile takich kubłów z petami Świat zawdzięcza tobie? Zostawmy statystyki. Obiecałem, że opowiem, jak definitywnie rozstałem się z paleniem. Kiedyś liczyłem, kiedy to było. Pamiętałem przez całe lata datę wypalenia ostatniego papierosa. Dziś już na szczęście nie muszę, ale zbliżam się do 20-lecia wolności bez nikotyny. Kiedy sięgnąłem po pierwszą fajkę? W liceum, choć pamiętam też papierosowy epizod gdzieś tam poniżej 10-tego(!) roku życia. Na „poważnie" zacząłem jednak dymić tuż przed 18-stką. Dlaczego? Z tego samego powodu, co i ty. Tylko frajerzy nie palili.
Żeby być zapraszanym na prywatki, żeby dostać się do „paczki", trzeba było kurzyć. To nobilitowało, czyniło dorosłym i mocnym. Nie dlatego, że papieros mi „smakował". Nie odczuwałem również przecież głodu nikotyny. Wiedziałem, że palenie szkodzi. Mogłem na pamięć wyliczyć wszystkie wredne substancje znajdujące się w papierowej tutce. Mój ojciec zmarł przedwcześnie na raka krtani, bo wypalał kila paczek ohydnych „Sportów" (o zgrozo, tak właśnie nazwano najpopularniejsze papierosy w PRL-u). A ja paliłem. Najpierw wciągałem tylko dym do ust. Ale kumple śmiali się ze mnie, że marnuję papierosy. Więc zacząłem się „zaciągać", tak jak prawdziwy mężczyzna. Najpierw trening. Delikatnie wciągnąłem odrobinę dymu do płuc. Jasne, że się zakrztusiłem. Zawirowało w głowie. Żołądek znalazł się nagle w okolicy przełyku. Nic to! Próbowałem dalej, zwiększając dawki wdychanego dymu. Aż nadszedł sukces. Po kilku dniach treningu mogłem już „zaciągać" się pełną piersią, ile tylko potrafiły przyjąć moje płuca. Byłem gość, facet z jajami.
 Paliło się dużo, coraz więcej. Na przystanku w drodze do szkoły. Na przerwach w szkolnej toalecie, albo za boiskiem. Papierosy były na dyskotece, w kawiarni, na randce, wszędzie. Tej pożywki potrzebowało wówczas nie moje ciało. Ono zareagowało - jak wspomniałem - prawidłowo, kaszlem. Papierosa pragnęła moja dusza, zaimpregnowana już wcześniej przez cywilizację fałszywą wizją wolności i dorosłości. Potrzeba szybko przerodziła się w nawyk, choć długo, bardzo długo udawałem przed samym sobą fakt stopniowego uzależniania się od nikotyny. Na studiach paliło się w każdej przerwie pomiędzy ćwiczeniami czy też wykładami. Papieros był nieodłącznym atrybutem dobrej nauki, w tym przede wszystkim przygotowania do egzaminów. Pozytywny wynik sesji był wprost proporcjonalny do ilości popielniczek z petami. Papieros towarzyszył mi na spacerze, przed i po zajęciach z wychowania fizycznego. Witałem z nim każdy nowy dzień i każdemu mówiłem dobranoc.
Pod koniec lat 70-tych (oczywiście XX już wieku) narastały systematyczne problemy z aprowizacją, w tym brak papierosów w kioskach. Horror dla palacza. Kupowałem więc dolary, (gdy było za co, a przeważnie nie było) i szedłem po „Camele" do Pewexu. Zresztą mogło zabraknąć na bułkę, na fajki na pewno nie! Jednak już wówczas po raz pierwszy zacząłem mieć uczucie, że z tą moją wolnością coś jest nie w porządku. A i ciało próbowało się buntować, szczególnie przed zaśnięciem, gdy dzienna dawka zaczęła przekraczać 20 szlugów dziennie. A to serducho zakołatało w arytmicznych skurczach, to znów dziwne sensacje żołądkowe, ogólne rozdrażnienie i zwykły strach, przed nagła śmiercią. Rano było już dużo lepiej. Więc rytuał porannego siusiu z fajką w zębach wyznaczał nieodmiennie początek dnia.
Gdzieś tam właśnie pod koniec studiów, inspirowany powodami, których dziś nie pamiętam, podjąłem pierwszą próbę rozstania się z nikotyną. Wytrzymałem tydzień. Pamiętam, że mój najlepszy kolega skusił mnie wówczas ostatnim papierosem, którego miał w paczce. Po godzinie obaj jechaliśmy po papierosy na Dworzec Centralny w Warszawie, bo tylko tam w nocy można je jeszcze było kupić.
Andrzej Tetlak
Pokonałem swój nałóg w ciągu jednej chwili, nie czułem głodu nikotynowego, nikt nie potrafił od tego momentu nawet na chwilę wzbudzić we mnie myśli, by zapalić papierosa. Jak tego dokonałem? Czytaj w kolejnym odcinku już jutro. Tobie też się uda. Jestem pewien!
Ostatnie uaktualnienie: 03-09-2009 14:55
|